W sprzedaży:
15601 tytułów

Mit o polskim A7V, 2013-01-14 11:56:59


27 grudnia 2012 r. gruchnęła wiadomość – w rzece Wieprz prawdopodobnie znaleziono czołg A7V!

Byłaby to ogromna sensacja, gdyż maszyn tego typu było zaledwie 20 (dodatkowo 2, o nieco zmienionej konstrukcji, pojawiły się podczas walk w Niemczech w 1919 r.). Bardzo wiele wskazuje jednak na to, że ta informacja to nie bomba, lecz słaby, kapiszonowy strzał.

 

 

1 – Czołg A7V (nr podwozia 540, brak nazwy własnej)

 

 

Szum medialny

Na początek proponuję zapoznać się z depeszą PAP na ten temat: http://konflikty.wp.pl/kat,134954,title,Czolg-A7V-z-I-wojny-swiatowej-na-dnie-Wieprza-To-moze-byc-pierwszy-oryginal-w-Europie,wid,15208563,wiadomosc.html?ticaid=1fd4d&_ticrsn=5

Teraz wymieńmy oczywiste błędy w tym tekście:

- podano, że wyprodukowano kilkadziesiąt czołgów A7V. Tymczasem wystarczyłoby kilkanaście sekund, by znaleźć, choćby w Wikipedii, dokładną liczbę – czołgów tych wyprodukowano 20. Prawidłowa jest też liczba 22, bo po wojnie w walkach w Niemczech brały udział 2 kolejne A7V o nieco zmienionej konstrukcji, ale wiedzą o tym już raczej tylko osoby głębiej zainteresowane tematem i nie wymagam takiej wiedzy od „niemilitarnego” dziennikarza;

- A7V miał mieć jakoby następujące wymiary: długość około 9 m, szerokości 4 metry i wysokości 3 metry. W rzeczywistości są to odpowiednio: 7315 mm (bez działa), 3075 mm i 3330 mm;

- w niektórych mutacjach tej wiadomości w Internecie był jeszcze jeden błąd – podano, że jedyny zachowany oryginalny A7V znajduje się w Sydney, a replika w Monachium. W innych wersjach poprawiono jednak ten fragment na „Australia” i „Munster”. Co do tej drugiej lokalizacji, zgadza się – replika A7V znajduje się w Deutsches Panzermuseum w Munster. Co do oryginału – znajduje się nie w Sydney, a w Queensland Museum w Brisbane. A właściwie znajdował się, bo ucierpiał podczas powodzi, która nawiedziła Australię w styczniu 2011 r. Konkretnie został zalany na wysokość ok. 20 cm. Od tego czasu wiadomo tylko tyle, że jest gdzieś remontowany (ubezpieczyciel doradził władzom muzeum, by nie zdradzać miejsca „stacjonowania” tego unikatu). Po zakończeniu tego trwającego podejrzanie długo remontu (czyżby został jednak poważnie uszkodzony? Minęły już 2 lata!) czołg ma podobno wrócić do Queensland Museum.

 

 

2 – A7V, nr podwozia 506, nazwa własna „Mephisto”. Jedyny oryginalny czołg tego typu, który istnieje do dziś. Zdjęcie wykonane w Queensland Museum w Brisbane (Australia)

 

 

31 stycznia 2012 r. na stronie tvp.pl pojawiła się kolejna wiadomość w tej sprawie:

http://www.tvp.pl/lublin/aktualnosci/rozmaitosci/wojenna-pamiatka-czy-na-dnie-wieprza-lezy-wrak-unikalnego-czolgu/9592359

W samym tekście nowością jest dodanie informacji o kosztach budowy repliki czołgu A7V. Ciekawszy jest jednak towarzyszący materiał filmowy. Oto błędne informacje w nim podane:

- znów liczbę wyprodukowanych A7V określono jako „kilkadziesiąt”;

- jeden z członków grupy rekonstrukcyjnej jako miejsce przechowywania „Mephisto” (bo taka jest nazwa własna jedynego zachowanego oryginalnego czołgu A7V) podał „okolice Sydney”. Mam poważne wątpliwości, czy miasto Brisbane można określić jako okolice Sydney, choć oba znajdują się na wschodnim wybrzeżu Australii. Naprawdę znalezienie informacji o tym, że „Mephisto” był w Queensland Museum to chwila – wystarczy wejść na Wikipedię. Świadomości, że ucierpiał podczas powodzi i nie wiadomo, gdzie obecnie się znajduje nie wymagam;

-  ten sam członek grupy rekonstrukcyjnej poinformował, że replika A7V znajdująca się w Deutsches Panzermuseum w Munster jest jakoby mniejsza od oryginału. Nie jest to prawda - ta replika w rzeczywistości jest pełnowymiarowa;

- kolejny, najmniejszy błąd z materiału filmowego dotyczy liczebności załogi A7V, określonej jako 18 ludzi. W rzeczywistości była ona z reguły znacznie większa - od 22 do 26 osób. Określam to jako najmniejszy błąd, bo jednak w większości opracowań i w Internecie pojawia się liczba 18, o tej większej piszą natomiast w specjalistycznych publikacjach Rainer Strasheim i Max Hundleby. Nie każdy musi interesować się tematem aż tak dogłębnie, by dotrzeć do tych opracowań.

 

3 – Replika czołgu A7V w Deutsches Panzermuseum w Munster

 

 

Czołg A7V

No dobrze, wypisałem napotkane błędy, ale przejdźmy do meritum – wedle podanych wyżej wiadomości mamy prawdopodobnie w Polsce czołg A7V. Prawdziwa sensacja na skalę światową! Gdyby to była prawda, faktycznie byłaby to rewelacja. Szkoda tylko, że to na 99% bzdura.

Oryginalnych czołgów A7V było zaledwie 20. Wszystkie wzięły udział w walkach wyłącznie na froncie zachodnim, we Francji. Czołgi niemieckie (zarówno A7V, jak i zdobyczne Mark IV) ponad wszelką wątpliwość nie pojawiły się na żadnym innym teatrze działań wojennych. Kilka zostało zniszczonych w walce, reszta została przejęta i zezłomowana przez Francuzów i Brytyjczyków niedługo po wojnie. Jeden z czołgów uchował się nieco dłużej, bo do 1942 r., kiedy to niestety zezłomowali go Amerykanie. No i oczywiście do dnia dzisiejszego zachował się zdobyty przez Australijczyków „Mephisto”.

Historia czołgów A7V jest osobom znającym język angielski i interesującym się tym tematem znana w drobnych szczegółach, przede wszystkim dzięki pracom wyżej wspomnianego duetu Strasheim-Hundleby. W Polsce jest gorzej – jedyną publikacją książkową jest skromnych rozmiarów praca Piotra Zarzyckiego z serii Wydawnictwa Bellona pt. „Typy Broni i Uzbrojenia”. Siłą rzeczy niezbyt szczegółowa (przede wszystkim szkoda, że działania bojowe potraktowane zostały bardzo skrótowo), niepozbawiona błędów i zdezaktualizowana (z 1994 r.).

 

 

4 – Unikatowe zdjęcie przedstawiające dwa czołgi A7V o zmienionej konstrukcji, biorące udział w walkach w Niemczech w 1919 r. Przed pojawieniem się tej fotografii uważano, że był tylko jeden taki pojazd

 

 

Daleki jestem jednak od krytykowania autora - mimo wszystko warto mieć tę książkę w swojej kolekcji, a ja osobiście darzę ją dużym sentymentem. Oprócz tego po 1989 r. ukazały się w polskich czasopismach bodaj 4 artykuły dotyczące A7V. W latach 1945-1989 nie ukazało się w Polsce dosłownie nic wartościowego na ten temat (krótko wspomniano o czołgach A7V w kilku książkach), natomiast w latach międzywojennych pochylono się nad tym tematem w kilku wartościowych artykułach. Tyle, że ich dostęp do nich siłą rzeczy jest utrudniony.

Wróćmy do wiedzy ogólnoświatowej. Strasheim i Hundleby dzięki benedyktyńskiej, wieloletniej (współ)pracy w szczegółach odtworzyli losy wojenne, „cechy osobnicze” (każdy A7V różnił się drobnymi szczegółami od innych), kamuflaż itd. wszystkich A7V. Z losami powojennymi jest nieco gorzej, w kilku przypadkach określili je jako „prawdopodobnie zezłomowany”, gdyż materiały fotograficzne z rozbierania czołgów A7V są bardzo nieliczne i po prostu brak materialnych dowodów (ale dodajmy – również brak jakichkolwiek dowodów, by ktokolwiek używał czołgów A7V poza I wojną światową i walkami wewnętrznymi w Niemczech).

Jednak ten brak pewności może dawać pewne pole do rozważań na temat ewentualnych dalszych losów kilku czołgów A7V…

 

5 – Dwa Überlandwageny. Widoczne na nich swastyki nie mają oczywiście nic wspólnego z nazizmem, to symbol oddziału

 

 

Mit o polskich A7V

Był to jeden z powodów mitu o polskich A7V. Rozprawił się z nim Witold Ławrynowicz (http://mailer.fsu.edu/~akirk/tanks/pol/polisha7v.html), ale ponieważ uczynił to w języku angielskim, a nie każdy musi władać mową Szekspira, przedstawię tę sprawę i dodam kilka nowych elementów.

O co chodzi? Otóż w międzywojennej, czterotomowej niemieckojęzycznej publikacji „Heigl’s Taschenbuch der Tanks” pojawia się wzmianka o tym, że niedługo po I wojnie światowej Polska miała jakoby posiadać nie tylko francuskie czołgi Renault FT (to akurat była prawda), ale także niemieckie A7V, brytyjskie Mark V i Mark V* oraz francuskie Char 2C. Wszystko poza Renault FT to bzdura, a z Char 2C autor kompletnie „popłynął” twierdząc, że mieliśmy ich 25. Problem w tym, że w ogóle Francuzi wyprodukowali ich zaledwie… 10 i oczywiście ani myśleli się z kimś nimi dzielić. Tak więc w rzeczywistości liczba czołgów 2C w polskiej służbie wyniosła okrągłe 0. W innym miejscu tetralogii „Heigl’s Taschenbuch der Tanks” pojawia się nawet precyzyjna liczba A7V w polskiej służbie – miało ich jakoby być aż 5, co stanowi 25% wyprodukowanej liczby oryginalnych A7V. Otrzymać je mieliśmy od Francuzów. Informacja na temat polskich A7V, przepisywana przez kolejnych autorów, zaczęła żyć własnym życiem i pojawia się w różnych encyklopediach dotyczących czołgów (i pojazdów pancernych ogólnie) po dziś dzień. Skąd ta żywotność mitu? Może jest to spowodowane faktem, iż „Heigl’s Taschenbuch der Tanks” było i jest cenionym i w wielu miejscach wiarygodnym źródłem. A że akurat rozdział o Polsce autorowi nie wyszedł – cóż, któż mógł wiedzieć…

 

6 – Überlandwagen uzbrojony w dwa działa przeciwlotnicze - prawdziwy rarytas, powstały tylko trzy takie pojazdy

 

 

Według tej publikacji A7V miały jakoby być użyte podczas wojny polsko-bolszewickiej i brać udział w bitwie warszawskiej 1920 r. Skąd autorowi „Heigl’s Taschenbuch der Tanks” przeszedł do głowy pomysł o polskich A7V? Można tylko spekulować. Mógł nie znać losów niektórych czołgów A7V (to akurat nie grzech, skoro do dziś nie jesteśmy ich pewni), może usłyszał jakąś plotkę, może zobaczył niewłaściwe zdjęcie? Niektórzy spekulują, że jednym z elementów mitu jest fakt, że niektóre polskie samochody pancerne okresu wojny polsko-bolszewickiej (przede wszystkim improwizowany „Woźniak-Walerus” i zdobyczny niemiecki Ehrhardt E-V/4 1917) mogły swoim „pudełkowym” kształtem przypominać czołg A7V, szczególnie na niezbyt wyraźnych fotografiach. Jest to argument, który jestem w stanie przyjąć.

No dobrze, to poszukajmy twardych dowodów na istnienie polskich A7V. Jakieś dokumenty, zdjęcia? No cóż, niczego takiego nie ma. Polskie źródła milczą na ten temat. A przecież sprzęt pancerny był powodem do dumy i był chętnie fotografowany. Gdybyśmy mieli choć jeden czołg A7V, wówczas jestem przekonany, że zachowałoby się choć kilka zdjęć i wzmianek w dokumentach. Warto też dodać, że źródła sowieckie także milczą na temat ewentualnych czołgów A7V napotkanych w walce. Bitwa warszawska jest szczegółowo opisana w wielu książkach i artykułach – nie ma w nich ani śladu po A7V. No i wreszcie Francuzi – gdyby rzeczywiście przekazali nam czołgi A7V, wówczas powinien istnieć jakiś dokument na ten temat. To, że takowy nie „wypłynął” nie oznacza oczywiście, że nie istnieje, ale jednak Francuzi badają historię I wojny światowej i jej „okolic” w najdrobniejszych szczegółach, to była ich legendarna wojna, chyba żaden naród nie zajmuje się tym konfliktem po dziś dzień z tak dużym natężeniem (dość powiedzieć, że Francja jest bodaj jedynym krajem, w którym ukazują się czasopisma poświęcone tylko i wyłącznie Wielkiej Wojnie, poza nią znane mi są tylko angielskojęzyczne periodyki na temat działań lotniczych z lat 1914-1918, ale bardziej ogólnych brak). A jednak w żadnym znanym mi francuskim artykule czy wpisie na forum dyskusyjnym na temat czołgów A7V nie spotkałem się z informacją o istnieniu takiego dokumentu.

 

 

7 – Zdobyczny niemiecki samochód pancerny  Ehrhardt 1917 o nazwie własnej „Kazimierz Grudzielski”, potem zmienionej na „Górny Śląsk-Alzacja”. To zdjęcie może być jednym z elementów mitu o polskich A7V

 

 

Podsumujmy – podczas I wojny światowej ponad wszelką wątpliwość ani jeden A7V nie znalazł się na ziemiach polskich. Także po wojnie wedle wszelkich znaków na niebie i ziemi nic takiego nie miało miejsca. Szansę, że znaleziony w rzece Wieprz pojazd to A7V oceniam więc na jakiś 1%.

 

To może chociaż Überlandwagen?

Media jednak huczą o A7V, względnie jego podwoziu. Co do czołgu, to trzeba przyznać, iż członkowie grupy rekonstrukcyjnej na szczęście chyba w żadnym miejscu nie wypowiedzieli się jednoznacznie, że znaleźli A7V (choć chętnie opowiadają o historii tej maszyny, tym samym niepotrzebnie „pompując balonik” i sprawiając, że media informują o odnalezieniu „legendarnego czołgu”). Rekonstruktorzy raczej skłaniają się ku wersji, że to jego podwozie używane w celach transportowych, o nazwie AKK. No dobrze, na początek warto wiedzieć, że niczego takiego jak pojazd AKK, wedle mojej wiedzy, nie było. Skąd się wzięła ta nazwa w wypowiedziach rekonstruktorów? Może coś niedokładnie przeczytali. Skrót A.K.K faktycznie ma związek ze sprawą – oznacza Armee-Kraftwagen-Kolonne (zmotoryzowana kolumna transportowa armii). A.K.K., a konkretnie A.K.K.(R) – literka R oznacza „raupe” (gąsienica), czyli chodziło o transportery gąsienicowe – były oddziałami wyposażonymi w pojazdy zwane Überlandwagen. I to ta nazwa powinna padać w wypowiedziach i artykułach, natomiast o dziwo nikt jej w owych materiałach ani razu nie użył.

 

8 – Czołg A7V-U. Zbudowano tylko prototyp

 

 

Co wiemy o Überlandwagenach? Znacznie mniej, niż o czołgach A7V, bo jest to o wiele słabiej zbadany temat. Na pewno wiadomo, że czołgów A7V miało być pierwotnie więcej - 100 i tyle podwozi przygotowano. Potem zamówienie zmniejszono do 38 sztuk, ostatecznie powstało ich tylko 20. Resztę podwozi (80) należało jakoś wykorzystać. 59 z nich użyto w charakterze transporterów gąsienicowych (jednak nie wszystkich użyto na froncie – co najmniej 3 z nich służyły tylko do różnych testów i treningów). Było to złe rozwiązanie, gdyż pojazdy te, w porównaniu z ciężarówkami, pochłaniały ogromne ilości paliwa, a na dodatek, podobnie jak czołgi A7V, miały problemy z pokonywaniem okopów i trudnego terenu. Uzbrojenie tych wozów stanowił jeden karabin maszynowy, zamontowany przede wszystkim z myślą o obronie przeciwlotniczej. Gdzie operowały oddziały Überlandwagenów? Na pewno na froncie zachodnim. O innych teatrach działań wojennych nic nie wiadomo. Nie można całkowicie wykluczyć, że jakieś Überlandwageny pojawiły się podczas wojny na ziemiach polskich, jednak wydaje się to mało prawdopodobne.

Słabo znane są powojenne losy tych pojazdów. Rekonstruktorzy, którzy nagłośnili sprawę, zdają się stawiać na to, że jakiś Überlandwagen został kupiony po wojnie i tak znalazł się w Polsce. Nie można tego wykluczyć, lecz nie znam źródeł potwierdzających taką tezę (co oczywiście nie oznacza, że takowe nie istnieją).

 

 

9 – Koparka okopów z „rodziny” A7V

 

 

No dobrze, były w sumie 22 czołgi A7V i 59 Überlandwagenów. To daje 81 podwozi. Co stało się z pozostałymi? Jedno zostało użyte do budowy prototypu czołgu A7V, któremu dużo brakowało do pełnowartościowego wozu bojowego i w związku z tym nie wykorzystano go w walce. Kolejne wykorzystano w prototypie czołgu A7V-U. Maszyna ta, bardzo przypominająca czołgi brytyjskie i w zamyśle mająca być lekiem na główną wadę czołgu A7V (ogromne problemy z pokonywaniem okopów i trudnego terenu) nie trafiła do produkcji seryjnej i na prototypie się skończyło. Wreszcie trzy podwozia wykorzystano do budowy specjalnych Überlandwagenów przeciwlotniczych (każdy uzbrojony był w dwa działa – jeden pojazd w niemieckie kalibru 77 mm, a dwie maszyny w zdobyczne rosyjskie działa kalibru 76,2 mm). Razem znamy więc losy 86 spośród 100 podwozi. Co stało się z pozostałymi 14? Tego (przynajmniej na razie) nie wiedzą nawet Hundleby i Strasheim. Oczywiście daje to pewne pole do spekulacji.

Z kronikarskiego obowiązku wspomnę o jeszcze jednej maszynie z „rodziny” A7V. Była to koparka okopów, stanowiąca jednak oddzielny projekt wykorzystujący tylko część elementów napędu gąsienicowego, spotykanych w czołgach A7V i Überlandwagenach (nie wlicza się ona do owych 100 wyżej wymienionych podwozi). Pojazd ten był raczej nieudany – niepraktyczny i konsumujący ogromne ilości paliwa. Dokładna liczba tych maszyn nie jest znana, sam ich twórca (i zarazem „ojciec” czołgu A7V, Überlandwagena i m.in. czołgów lekkich z serii LK), Joseph Vollmer określił ją na aż 60 do 80 sztuk, lecz być może odnosi się to do całej produkcji, w tym także na potrzeby cywilne.

 

 

10 – Jeżdżąca replika czołgu A7V o nazwie własnej „Schnuck” (nr podwozia 504), wykonana w latach 2007-2009 w Wielkiej Brytanii pod okiem eksperta - Maxa Hundleby

 

 

Sprzeczne sygnały

Jaka jest szansa, że w rzece Wieprz leży Überlandwagen? Na pewno o wiele większa, niż w przypadku A7V, lecz moim zdaniem i tak stosunkowo niewielka. Wedle mojej wiedzy także w tym wypadku brak jakichkolwiek dowodów w postaci dokumentów czy zdjęć, które potwierdzałyby służbę choćby jednego tego typu pojazdu w polskiej armii. Tu jednak trzeba przyznać, że Überlandwagen nie jest siłą rzeczy tak efektownym pojazdem jak czołg, więc brak dowodów nie jest tu aż tak mocnym argumentem. Poza tym Überlandwagen mógł być teoretycznie kupiony i wykorzystywany do celów cywilnych. No i pojazdów tego typu było znacznie więcej, niż czołgów A7V, a ich losy są niepomiernie słabiej znane.

W materiałach, do których linki podałem powyżej, mamy ze strony rekonstruktorów sprzeczne informacje. Najpierw zdają się być niemal pewni, że znaleźli co najmniej Überlandwagena, podobno sprawdzali plany czołgu A7V otrzymane z archiwum w Dreźnie i wyszło na to, że prawdopodobieństwo, że mamy do czynienia z podwoziem tej maszyny jest wysokie. Lecz już z materiału filmowego dowiadujemy się, że tak właściwie to wiadomo niewiele i trzeba jeszcze dokładnie sprawdzić, czy nie jest to zaledwie, cytuję, „ciągnik rolniczy z lat 50.”! W takim razie pytam – o co tyle szumu? Po co robić sensację, skoro cała historia może okazać się kompletnym niewypałem? Oczywiście poza tym, że można pokazać się w telewizji, udzielić wywiadów i rozreklamować swoją grupę rekonstrukcyjną oraz swoje okolice. Osobiście, nie wiedząc tak naprawdę z czym mam do czynienia i rozdmuchując sprawę, bardzo bym się bał ośmieszenia, gdyby za kilka tygodni czy miesięcy okazało się, że zrobiłem „z igły widły”. A taka możliwość jest bardzo realna.

 

 

11 – Jeżdżąca replika czołgu A7V o nazwie własnej „Schnuck” (nr podwozia 504), wykonana w latach 2007-2009 w Wielkiej Brytanii pod okiem eksperta - Maxa Hundleby

 

 

Istnieje oczywiście także trzecia, niejako pośrednia opcja. Tajemniczy wrak okaże się nie być ani Überlandwagenem, ani ciągnikiem rolniczym z lat 50., lecz jakimś innym, z jakichś względów cennym znaleziskiem – mam tu na myśli jakiś pojazd wojskowy innego typu.

Co kryje rzeka Wieprz? Dowiemy się zapewne w pierwszej połowie 2013 r., mam nadzieję, że szybciej niż później. Liczę, że dość szybko uda się określić typ pojazdu i na tej podstawie podjąć decyzję, czy warto w ogóle go wyciągać z wody. Do tego czasu nowa wersja mitu o polskim A7V będzie się pewnie jeszcze niejednokrotnie pojawiała w doniesieniach medialnych. Mam nadzieję, że lektura tego artykułu sprawi, że choć kilka osób podejdzie do tej kwestii chłodno i bez emocji.

 

Replika

Osobną kwestią są plany stworzenia repliki czołgu A7V i według słów rekonstruktorów są to plany niemal niezależne od tego, co znajduje się w rzece Wieprz. To znaczy replika powstanie tak czy inaczej, jeśli jednak znaleziono Überlandwagena, to być może przy budowie repliki wykorzystane zostaną pozyskane z niego elementy. Podano nawet szacunkowy koszt budowy repliki – 90 000 zł. O ile sam pomysł uważam za świetny (tym bardziej, że miałaby to być replika jeżdżąca – druga taka na świecie po brytyjskiej – patrz zdjęcie), to nieco martwi mnie rozważanie użycia elementów Überlandwagena. Moim zdaniem ewentualny Überlandwagen, jako bardzo cenny i unikatowy eksponat, powinien trafić do muzeum, a replika powinna powstać w całości z nowych części.

Albert Rokosz

Warszawa, 8 stycznia 2013 r.

zdjęcia: internet